Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Żmija


"Żmija"
Andrzej Sapkowski
Ilość stron: 250


"Wojna plugawi. Każdy przelew krwi pociąga za sobą nieczystość i zbrukanie. Każdy, kto bierze udział w wojnie, zostaje wojną skażony i wykoślawiony. Wojna wyzwala w nich najgorsze instynkty." A.Sapkowski; "Żmija"

Trwa wojna w Afganistanie. Bohaterem powieści jest Lewart radziecki żołnierz, który posiada paranormalne zdolności. Już jako dziecko je w sobie odkrył. Wiedział o tragediach zanim się wydarzyły, posiadał szósty zmysł, dzięki któremu wyczuwał niebezpieczeństwo. Pewnego dnia spotkał na swojej drodze węża. Nie był to zwyczajny gad, ale złota żmija, która zdawała się rozumieć ludzką mowę. Fantastyczny zmysł Lewarta podpowiedział mu, aby trzymał się blisko węża.

W kontaktach ze złotą żmiją Lewart miał wizje. Widział wojska, które okupowały Afganistan za panowania Aleksandra Wielkiego i te, które najechały te ziemie za czasów królowej Wiktorii. Wcielał się w postaci dwóch wojowników z zupełnie różnych epok, których łączył pot, krew i bitewny kurz. Podczas kulminacyjnej sceny "Żmii" radziecki żołnierz prowadzony przez swoją gadzią przyjaciółkę dostaje się do jej pieczary. Jaskinia wypełniona jest kosztownościami z różnych epok oraz szkieletami śmiałków, którzy chcieli te skarby posiąść. Żmija przemienia się w piękną kobietę, która oznajmia Lewartowi, że został przez nią wybrany i już na zawsze będzie jej własnością.

Lewartowi udaje się wydostać z pieczary, ale świat który zastaje na zewnątrz rozczarowuje go. W boju zginęli niemal wszyscy jego przyjaciele. Zdaje sobie sprawę, że w tej rzeczywistości nie ma już czego szukać. Nie wiemy w jaki sposób radziecki żołnierz powraca do swojej żmii i czy w ogóle to robi. Faktem jest, że pewnego dnia znika bez wieści i tu urywa się wątek dzielnego Lewarta.

Historia, którą wykreował Sapkowski w tej powieści jest niezwykła i posiada w sobie wielki potencjał. W książce znalazłam jednak wiele elementów, które mnie raziły. Były to opisy walki, w których dominowały nazwy broni, tajemnicze kody i szyfry. Były to także obcojęzyczne (bardzo liczne) wstawki. Jestem studentką filologii rosyjskiej z angielskim, więc zrozumienie zdań i wyrażeń w tych językach nie sprawiało mi większych trudności, ale przecież nie każdy musi być filologiem. Bez ich znajomości lektura "Żmii" jest uboższa i niepełna. Sapkowski często skupiał się na detalach, które w mojej opinii nie powinny być tak mocno akcentowane, bo lektura robiła się nużąca.

Książka kierowana jest raczej do wąskiego grona. Do ludzi, którzy znają historię, polityczne realia, języki i żargon wojskowy. Tylko oni będą mogli w pełni zrozumieć tę powieść i docenić jej zalety. Ja niestety czasami gubiłam się w gąszczu tych wszystkich informacji, były chwile, kiedy lektura "Żmii" mnie zwyczajnie przerastała. Najważniejszy przekaz jednak pojęłam. Wojna jest okrutna i niewdzięczna. Żołnierze myślą czasem, że walczą dla wyższych idei, spokoju i chwały ojczyzny, ale tak naprawdę umierają przez chciwość i butę organów rządzących. Zabijają i są zabijani dla ropy, gazu, cennych kruszców i hegemonii na świecie. Każda wojna jest krokiem do tyłu w drodze jaką odbyła ludzka cywilizacja. Nie ważne jakich wymówek się użyje, pozostanie już zawsze wstydliwym powrotem do epoki kamienia łupanego.

Moja ocena: 5,5/10

sobota, 28 stycznia 2012

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy

"Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"
Małgorzata Gutowska-Adamczyk  
liczba stron: 472

Po książkę sięgnełam pod wpływem wielu pozytywnych komentarzy, które przeczytałam na jej temat. Z racji tego, że dopadło mnie okropne choróbsko weekend spędziłam w domu i "Cukiernia" umiliła mi te dwa dni spędzone pod kocem z gorącym kubkiem herbaty w ręku.

W powieści mamy do czynienia z dwoma płaszczyznami czasowymi- współczesnością i przeszłością, które łączy zagadkowa mumia z pierścieniem odnaleziona w podziemiach Gutowa. Możemy odbyć spacer po uliczkach miasteczka w 1995 roku, jak i również zajrzeć do chłopskich chat i szlacheckich pałaców sprzed paru wieków. Zdziwiło mnie to, ale właśnie ta przeszłość podobała mi się w powieści najbardziej. Poznając losy tego rodu mogłam znaleźć się w zupełnie innym świecie, tym, który dawno odszedł do historii i już nigdy nie wróci. Czytając "Cukiernię pod Amorem" zastanowiłam się czy także moja rodzina posiada intrygujące tajemnice, które może już ktoś zabrał ze sobą do grobu. Może warto by było tym tematem zainteresować się bliżej?

Aranżowane śluby, zdrady, gwałty, czary- "Cukiernia" dostarczy Wam dziesiątek bardzo ciekawych wątków, które same mogłyby stworzyć pojedyńcze opowiadania. Zostały one jednak zebrane w jedną, spójną całość i tworzą naprawdę przyjemną powieść. Bohaterowie, a w szczególności bohaterki, wzbudziły we mnie sympatię. Były to kobiety ograniczane, unieszczęśliwiane, ale przede wszystkim (jak możemy przeczytać na okładce) silne.

Myślę, że wiem czemu Polacy tak pokochali tę powieść. Jest w niej wszystko: tajemnica, intrygi, przeszłość, współczesność, seks, ludzkie słabości i próba ich przezwyciężenia. Gutowo jest swojskie i przytulne, a czytając tę historię można niemal empirycznie poczuć zapach świeżyć jagodzianek z "Cukierni pod Amorem" :)

Moja ocena: 8,5/10

Tę swojskość możemy spotkać także na blogu poświęconym trylogii na którego warto zajrzeć.

Styczniowe nabytki:
- "Dziennik nimfomanki"
- "Cień wiatru"
- "Saga o ludziach lodu" zagubiony tom 2
- "Cukiernia pod Amorem"
- "Tysiąc dni w Toskanii"
- "Sprężyna"
- "Zanim umrę"


niedziela, 15 stycznia 2012

Coraz mniej milczenia: o dramatach dzieciństwa bez tabu


"Coraz mniej milczenia: o dramatach dzieciństwa bez tabu"
Marta Fox
155 stron
5 lat temu byłam na spotkaniu autorskim z panią Martą. Chciałam nabyć jej książkę, nie znałam jej twórczości, więc autorka poradziła mi, abym wybrała "Coraz mniej milczenia". Na pierwszej stronie wypisała mi imienną dedykacje "(...) ku przestrodze, z dobrymi uczuciami".

Powróciłam do tej książki po 5 latach. Starsza, dojrzalsza i, mam nadzieję, trochę mądrzejsza. Okazało się, że rzeczywiście zupełnie inaczej oddziałała na mnie i moje wrażenia dotyczące książki także bardzo się różnią od tych sprzed lat.

Na okładce możemy przeczytać slogan: "O dramatach dzieciństwa bez tabu". Czy rzeczywiście autorka nie bała się w książce poruszać żadnych tematów? Moim zdaniem zmierzyła się z tym trudnym tematem i zwyciężyła. Nie omijała niewygodnych kwestii, wręcz przeciwnie zagłębiała się w nie całą sobą. Nie poszukiwała sensacji, a starała się pokazać sytuacje jak najbardziej obiektywnie, nie wyzbywając się jednak empatii (która jak sądzę towarzyszy pisarce także w jej codzienności, a nie pojawia się tylko na potrzeby książki).

Pierwsza historia poruszyła mnie najbardziej. Dziewczynka z kokardami to bezbronne dziecko, które było maltretowane fizycznie i psychicznie przez swoją opiekunkę. Maleńka istota nie pragnęła wiele.
" Myślę, że zgodziłabym się na wszystko za odrobinę czułości, serdeczności, bliskości, przytulenia, pogłaskania. Zgodziłabym się na wszystko za odrobinę miłości. Wówczas nie potrafiłam odróżnić dobrej miłości od złej"
To pragnienie niewinnej dziewczynki w sposób perfidny i obrzydliwy chciał wykorzystać ksiądz. Wydawało mi się to w dwójnasób
paskudne, gdyż ten człowiek powinien być moralnym autorytetem dla dziewczyny, osobą, która wesprze zabłąkaną i cierpiącą duszę. Ksiądz nie był dla niej wsparciem, a kolejnym mrocznym widmem, które w późniejszych latach pożerało jej duszę, zdrowy rozsądek i szczęście aż do momentu, gdy się z nim (przynajmniej w części) nie uporała.

Kolejne historie opowiadały analogiczne sytuacje. Wykorzystywane dzieci, które w dorosłym życiu niosły za sobą ciężki i wyniszczający bagaż przeszłości. Najmniej ze wszystkich czterech opowieści podobała mi się ta ostatnia. Rozumiem, że bohater opowiadania przeżył w dzieciństwie swoją osobistą tragedię, ale stał się on człowiekiem, którego w realnym życiu pewnie bym nie polubiła. Mimo terapii, nie potrafił zostawić przeszłości za sobą i pozwolił, aby tamte zdarzenia miały wpływ na teraźniejszość całej jego rodziny. Odniosłam wrażenie, że nie szukał pojednania, a jedynie podsycał w sobie tę zawiść. Był człowiekiem wrażliwym, ale też biernym i słabym (mówię o dorosłym Marcinie). Dwie pierwsze opowiadania pokazały już przecież, że widma przeszłości wcale nie muszą determinować całego życia. Odpowiednią siłą charakteru i wysiłkiem można się z problemem zmierzyć i zwyciężyć go. To te kobiety okazały męstwo, a męzczyźnie go wyraźnie zabrakło.

Polubiłam styl pani Fox. Taki gorzko-ironiczny język w pierwszych rozdziałach świetnie pasował do tematyki i treści opowiadań. Ostatnie z nich, w którym autorka "oddaje głos" Marcinowi podobało mi się najmniej także z uwagi na język i formę tego tekstu.

Pani Marta wcieliła się w rolę nie tylko pisarki, ale także reporterki i terapeutki. Do opowiadań dołączone są krótkie zapisy rozmów z bohaterami, które spodobały mi się o wiele mniej niż sama proza. Trzeba jednak przyznać, że były dopełnieniem tych tekstów, które je urozmaicały i taki chyba był zamysł autorki.

Projekt okładki nie zachwyca. Niezłą fabułę uwieńczono fotografią, która według mnie bardziej pasuje do kiepskich romansideł. Ilość napisów na okładce także może razić.

Podsumowując, jest to książka, która z pewnością oddziałuje i zastanawia, a już samo to jest jej wielkim plusem. Chętnie przeczytałabym inną książkę tej autorki (najchętniej taką, w której jest bardziej pisarką niż reporterką). Jest jakaś książką, którą moglibyście mi polecić? A może nie polecacie jej książek wcale? Czekam na Wasze opinie :)

Moja ocena: 7,5/10

środa, 24 sierpnia 2011

Poczwarka



Poczwarka
Dorota Terakowska
Liczba stron: 321



Co, moim zdaniem, świadczy o wielkości książki? Nie to, ile zdobędzie przychylnych recenzji czy prestiżowych nagród. Najlepsza książka, to taka, która porusza. Zmusza czytelnika do zadumy nie tylko nad przeczytanymi słowami, ale i nad swoim życiem. Najlepsza książka to taka, która wręcz wpływa na nasze życie, pozostaje na długo w pamięci i sprawia, że chętnie do niej wracamy. Dlatego „Poczwarkę” przeczytałam już po raz drugi i zrobiła na mnie równie ogromne wrażenie, jak za pierwszym.
„Poczwarka” to jedna z moich ulubionych książek. Dorota Terakowska stworzyła historię niezwykłą, pełną delikatnej magii, wrażliwości, radości i trosk. Postaci, które wykreowała można pokochać. Kocham ułomną Myszkę, ze wszystkimi jej niedoskonałościami i zaletami. Kocham Ewę, której miłość macierzyńska zwyciężyła strach i ból. Kocham Adama, który zatrzymał się, aby docenić Dar, który od Boga otrzymał.
Adam i Ewa są małżeństwem wzorcowym. Młodzi, ambitni, szaleńczo w sobie zakochani. Mieli na życie plan, sami dokładnie nakreślili sobie scenariusz, którego trzymali się kurczowo. Pan jednak zadrwił z ich planów. Dziecko Adama miało być nadzwyczajnie inteligentne, miało zdobyć najlepsze wykształcenie, otrzymać wszystko o czym on marzył w dzieciństwie. Wobec takich aspiracji rzeczywistość okazała się brutalna. Ewa urodziła dziecko ciężko upośledzone.


Mówiłam już pani, jak się mówi na takie dzieci: Dar Pana…
- To niech Pan weźmie ją z powrotem- powiedziała twardo Ewa.



Matka dziecka, mimo nalegań męża, nie opuściła córki. Czuła, że jest tej malutkiej, chorej istocie bardzo potrzebna. Nie myliła się. Dała jej ogrom miłości, szczęścia, czasem bólu. Myszka była jednak bogata w te wszystkie doznania i miała za czym tęsknić, kiedy Pan upomniał się o swój Dar.
W tej historii najbardziej urzekła mnie sytuacja podczas której jedno z najbardziej ułomnych ludzkich stworzeń współuczestniczy w cudzie tworzenia. To właśnie Myszka, mówi Bogu, które ze stworzeń jest dobre, a które nie. Dziecko chore na zespół Downa daje Bogu instrukcje, nieśmiało go poucza. Terakowska w swojej książce pokazuje, że to właśnie tacy nieidealni ludzie mają szczególne miejsce w Raju. Bóg kocha je mocniej, bo ich życie jest znacznie trudniejsze i boleśniejsze.
Od czasu lektury tej książki zakochałam się w autorce bez pamięci. Ubóstwiam jej wrażliwość, niespotykany sposób mówienia o sprawach, które inni twórcy omijają szerokim łukiem. Jest w niej swego rodzaju ufność. Mi osobiście pomogła spojrzeć na omawiany problem z zupełnie nowej, (wierzę w to głęboko) lepszej strony. I chociaż było to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, to wiem doskonale, że bez kolejnych książek Terakowskiej w moim domu się nie obejdzie.



Zrozumiał, że ta mała, ułomna istota ma takie same potrzeby jak wszyscy, że może czuć to samo, choć inaczej, ba, że może czuć mocniej, lecz skorupa jej kalekiego ciała niewoli ją tak, jak poczwarka więzi w sobie motyla; tyle, że każdy motyl kiedyś wyleci- ten zaś, skryty w ciele Myszki, nie uleci nigdy.



Ocena: 9,5/10